|
| slowo podsumowania |
piątek, 23 marca 2007 - 15:28 |
|
Masa ludzi, obcych jezykow i walut, zwyczajow i kuchni, miejsc i pogody, wrazen i spostrzezen, aktywnosci. eXpo2007 w liczbach i nie tylko:
11 dni: w tym 2 weekendy (9-19.03.2007)
10 lotnisk: Rzeszów-Jasionka (RZE), Londyn-Stansted (STN), Londyn-Heathrow (LHR), Edynburg (EDI), Dublin (DUB), Liverpool (LPL), Bimingham (BHX), Hannover (HAJ), Berlin-Tegel (TXL), Warszawa-Okęcie (WAW)
7 lotów: RyanAIR (3), British Airways (1), FlyBE (1), LOT (2)
8 miast: Londyn, Edynburg, Dublin, Ardee, Liverpool, Birmingham, Hanower, Berlin
4 x targi: Londyn (TNT Travel Show, Dive Show), Birmingham (Outdoor 2007), Hanower (CeBIT)
Czas spędzony:
- w samolocie: ~ 10 h
- w pociągu: ~ 4,5 h
- w samochodzie: ~ 6,5 h
- w autobusach i metrze: duzo
Czas spedzony TesknIac: nie do oszacowania umyslem, doswiadczone sercem...
Wiele mysli, wnioskow, potwierdzen, cieple wsparcie, odwaga, ogromna TESKNOTA!
Dziekuje wszystkim, ktorzy przyczynili sie do pomyslnego przebiegu i zakonczenia tej wyprawy, mojej rodzinie i znajomym, przyjaciolom, NajblIzszej... wymienie osoby, ktorym pragne podziekowac w kolejnosci, w ktorej je odwiedzalem:
Londyn – woojek Staszek – DZIEKUJE! do zobaczenia za niecaly miesiac!
Edynburg – Luki i Maja – DZIEKUJE! Powodzenia, KOKOS – idziemy na piwko w Mielcu!
Dublin/Ardee – Mietek – DZIEKUJE! Samych sukcesow!
Birmingham – Pablo – DZIEKUJE! Trzymaj sie!
Berlin – woojek Jurek – DZIEKUJE! Do zobaczenia wkrotce.
Mielec – Rzeszow - Mielec – Adam – DZIEKUJE!
Dzieki rowniez osobom odwiedzajacym strone i kontaktujacym sie ze mna podczas wyjazdu.
I na koncu, na Najwazniejszym miejscu, Dziekuje Ci IzaBELLA! Za wsparcie, za kontakt, za to, ze dzieki Tobie ta trasa byla latwiejsza, za to, ze tak bardzo chcialem do Ciebie wracac! I, za to, ze JESTES!
Dziekuje, do zobaczenia, do uslyszenia, moze do nastepnej wyprawy!
CYa! :>
Tomek „Omega” Białek
|
| wracam! :> |
piątek, 23 marca 2007 - 15:22 |
|
 IIIIIIIIhaaaaaaaaa! Ostatnie kilka godzin, wstaje, wiem, ze juz blisko, jeszcze 2 loty, 3 lotniska, kawalek dnia I... bede tam gdzie tak BARDZO chce! Wracam do domu, wracam do Mielca, wracam do CiebIe!!
Metrem i autobusem na lotnisko, odprawa, kontrola i cala reszta standardowej wyrytej na pamiec procedury. Ulozylem sie wygodnie, leze, czekam. Wyladowal EuroLOT, opoznienie 20 min (jakos mnie to nie dziwi), lot do Warszawy (WAW) z Berlin Tegel flughafen (TXL). Trzesie, turbulencje, dziwne mysli – kanapka, herbata, ladujemy, terminal krajowy, bramki, czekam na locik do RZE. Wsiadamy, lecimy, ladujemy – Adam czeka, czarna perla do Mielca, 15:00 – JESTEM! (Miło :>).
|
| nie buduj muru wokol siebie |
piątek, 23 marca 2007 - 15:21 |
|
 Poranek bez budzika, wstaniemy kiedy wstaniemy, a pozniej na miasto – idziemy. Na zewnatrz deszczowo, kapu kap, po chwili przestalo. Duze miasto, 3 lotniska, buduja kolejne najwieksze chyba. Postdamer platz i kawalek muru berlinskiego, brama brandenburska, Alexander platz i wierza telewizyjna, widok dookolny (prawie jak foto moze kiedys w K67), jedziemy na Ostbahnhofik, a tam dluugi mur, zachowal sie, a na nim graficiarze prezentuja swoja sztuke, foto, kolejka, do domu. Na obiad i na Malysza, ktory, hmm, no dobrze, ze wyladowal caly, a reszta – bywa, raz pod raz nad! Na druga czesc zwiedzania nie mialem sily, popoludniowa drzemka, przerodzila sie w kilkugodzinny sen. Wieczorem Bridget Jones w wersji niemieckiej (rozumiem to nawet, cos z tego niemca jeszcze tkwi). Pogadalismy, bylo fajnie – spac.
|
| IT bye bye |
piątek, 23 marca 2007 - 15:19 |
|
 Sniadanie w hoteliku na zasadzie szwedzkiego stolu (czy to ma rzeczywiscie cos wspolnego ze szwecja? sprawdzimy moze kiedys). Busik na lotnisko, checkin i czek-am... czekam, w sluchawkach graja loodzkie dzwieki (a myslI :>...), wkoncu jest, na 5 min przed odlotem kieruja nas do Gate57 (bedzie opoznienie na stoowe!). Co sie okazuje? Ano 40min w plecy, coraz lepiej. Poczatkowo trasa Anglia – Niemcy, a dokladniej Birmingham – Hanover, miala sie zakonczyc o 9:50, pewnie tak by sie stalo, gdyby nie sie nie odwolalo – lot mi skasowali, aaa, pozar, pozar, haha. Udalo sie przelozyc na inny, inna linia, 4 godziny pozniej – lepsze to niz nic. Do tego teraz kolejne 40 min w plecy, Hanover i CeBIT (targi IT) dostaje coraz mniej czasu. Jestem na w Hanoverku, kilka slow po germansku, przestawiam sie na inny jezyk i walute. Poszukiwanie helikoptera, okazuje sie, ze wisi gdzies nad Frankfurtem, pozamiatane, tym nie polece na targi. Zostaje taxa, pogadalem z kierowca, CeBIT. Bagaze do przechowalni, a ja w tango. Na pierwszym planie stanowisko ASUSa! Halo halo, Panie i Panowie – wkoncu jest, G2! (to ten laptop, ktorego nie bylo ani w PL, ani w UK, ani w Irlandii, ale tu jest, prezentuje sie wspaniale). Jakas przekaska liczona w euro, polacy, wszechobecne systemy HD (High Definition – jakosc niesamowita!) Ogladam te stoiska, widze te sprzety i technologie, zdalem sobie z czegos sprawe... KONIEC IT! Nie globalnie, tutaj sie ma dobrze, ale bardzo bardzo lokalnie, we mnie. Poruszajac sie pomiedzy tym wszystkim co tam mozna bylo zobaczyc nie czulem juz tego zainteresoawnia, ekscytacji, polotu – brak emocji, po prostu normalny stan rzeczy – jest, znam go, ale juz nie tak jak kiedys – wypalilem sie zawodowo w tej dziedzinie? Potwierdzilem wczesniejsze przypuszczenia, good, skoro wiem, to dzialam dalej ku zmianie. Po powrocie czekaja juz na mnie tlumaczenia (zawsze to cos innego niz IT, hehe). No dobra. Taxa do centrum, na dworzec glowny, korek po drodze, pociag od Berlina o 18:31, dokladnie o tej samej porze dotarlem do kasy biletowej, SUX. Jedziemy nastepnym, godzina czasu, na zewnatrz mokro, zimno, ciemno sie robi. Zjedzmy, italiano restaurante, tosty x2 + jakis soft drink, na pociag. No tak, nie mogloby byc tak hop siup! haha, wsiadlem nie do tego co trzeba, buhaha. Spokojna glowa, dotrzemy tam gdzie trzeba, tylko z przesiadka na jednym z berlinskich dworcow. Calosc opozniona o 20min, loozik :> Woojek Jurek mnie odbiera na Hauptbanhof (nie pamietam czy tak to sie pisalo), u-bahn, s-bahn, docieramy do mieszkanka, kebab, instalacja, rozmowy, spac.
|
|
piątek, 23 marca 2007 - 15:16 |
|
 Pobudka! Pora wstawac i ruszac dalej – tak wiem, krotka z Pablo, ale tak tym razem musialo byc. Jedziemy do centrum, akcja z biletem. Otoz wsiadlem do pociagu, bez biletu, automat na stacji byl oblegany, kolejka dluga, a pociag juz czeka. P: wsiadamy, kupi sie na stacji docelowej, yyyy, jak? No da sie, wsiadamy, ooooKey. Jestesmy na New street station, bilecik do kontroli, chcemy kupic, bo cos tam cos tam, no ciezko, tutaj bedzie kara, ta 21 brytyjskich, platne do 3ch miechow (no tak, tego mozna bylo sie spodziewac). Krotkie negocjacje, bilet za Ł1,80 kupiony, udalo sie! Wniosek: po co oszukiwac, przeciez to wyjdzie, tutaj: 1,80 vs. 21 – oplaca sie? A ogolnie w zyciu: wiem, ciezko, ale prawda nas wyzwoli (przynajmniej prywatnie, w pracy to inna inszosc). Kolejny wagonik, na lotnisko, taryfa do hotelu, Welcome to Holiday Inn Birmingham International Hotel! No siemka, fajnie tu macie, pokoik gotowy? Yes SIR! no to jazda. Przytulnie, czysto, ladnie – fajnie. Rozpakowanko, refresh i lecimy do NEC (National Exhibition Centre), centrum wystawiennicze, a tam targi Outdoor’owe (czytaj: podroznicze/turystyczne). Autobocik, spacerek, to sem ja i mooj bilecik, wszystko ok – YES!tem w srodku.
Targi targi, na poczatek rejestracja przy baseniku na nurkowanie (nauczony londyska kolejka), za 2 godzinki pelne zanuzenie :> Zwiedzamy, szukamy, ogladamy, filmujemy. Wspinaczka z brytyjskimi marines, tego jeszcze nie proobowalem, no co siup, krok po kroku, scianka znika, a wraz z scianka, sila znika, haha – no ciezko na koncu bylo, miesnie dloni i wogole te odpowiedzialne za ta czynnosc mialy premierowy pokaz, no to zjedzamy – doslownie – na dol, kilka odbic, ziemia! haha. FAAAAAAAJNIE! Nastepny przystanek, kajaki! No tutaj nas jeszcze nie bylo, no to buch. Na poczatek regulamin, ze mozna sie wpasc do wody, byc mokrym, etc. – looz. I tutaj luz sie konczy, kajaki baby-size, ledwo sie mieszcze, kilka zmian w konstrukcji, regulacja out, jakos sie mieszcze. No i do wody, iihaaa, no fajno, ciekawie, ale chyba ten sprzet nie taki, a pewnie tez moja technika, wiec pierwsze wioslowanko nie najbardziej spektakularne, ale zabawne. Niestety bez nurkowania, jakos sie lajba nie wywrocila, a szkoda, haha. Stoisko Forda, rowerek stacjonarny, podlaczona pradnica i ekran z gra rowerkowa, wsiadam! Jade, jade, 40 na liczniku, ledwo zipie, LUP! cos sie urwalo, naprawiaja, ten rowerek to za maly dla mnie, nie prostuje nogi w kolanie, sux. Dojechalem do mety, fajnie, fajnie to mi sie kreci w glowie, teraz i kolejne pol godziny – wow, dizzy, spoko. Nurkowania czas nadchodzi, co ten OMG dzis wymodzi – ale rym, niezly dym, buhaha. No to do wody, instaluje na sobie sprzecik, kilka wskazowek od instruktorow PADI, dive dive dive – pelne zanuzenie, plywanie, szorowanie dna brzuchem, podwodny swiat – ciekawe to, kto wie, maybe someday, a moze z jakiegos jachtu, w jakims cieplym kraju? Kilka gadzetow, wracamy do hotelu. A tam obiadokolacja, krykiet w telewizji (UK wtapia z Nowa Zelandia), zmeczony, zadowolony, czas na? no jasne, na pakowanie. W TV red nose day i comic relief (ogolnie duzo smiechu, duzo kabaretow i tym podobnych programow, a przy okazji zbiorka pieniedzy na cele charytatywne, ponoc jakis rekord padl, moze Guinessa? skoro go wypilem do wczesniej wspomnianego obiadku). Spanko! Juz niedlugo...
|
| trzy miasta |
piątek, 23 marca 2007 - 15:13 |
|
Dublin
tik-tak,tik-tak, TRYYYYYYYYYYYYN – pobudka, juz 4ta! Wstawajta! no to wstalem, o 5j wyjechalismy na lotnisko, ok. 6j juz odprawianie. Podchodze do okienka, pan, ktory najwidoczniej sie szkolil po okiem kolezanki, wita Good morningiem, nagle, widzi okladke paszportu, Dzien Dobry! haha, a no Dobry. Polska obsluga rocks, standardowe pytania: czy pakowal pan bagaz samodzielnie: tak (nikt za mnie tego nie zrobi, haha), czy wiezie pan cos dla kogos (yyyy, nie, tzn. tak, ale nie, no :), no i na koniec czy..... i tu sie zacial, zapomnial, wiec mu pomagam, „ostre narzedzia?” – pytam – tak!, nie, nie mam, a to ok. Koniec pogawedki, cya. Kolejki byly w nocy, kolejki sa i z rana, Dublin oblegany przez turystow, a polakow cala masa. Mietek znika, ja koncze swoje w kolejce, kontrola bezpieczenstwa i do bramki. Kawka, rogalik i Ryankiem do Liverpool’u.
Liverpool
Powrot do UK, zmiana waluty (nara jurek, witaj funciak). Autoboto do centrum, za 6 godzin pociagiem do Birmingham (w skroocie: B’ham). Bagaz do przechowali, a nastepnie w miasto. Szukam wycieczkowych autoboto, ponoc jest ich cala zgraja, a tu wszystkie wcielo, hello? Nie to nie, po drodze China town (nazwy ulic po chinsku i angielsku), wielka smocza brama, fajne to. Zlapalem internet z powietrza przy jakims pubie, chwile postalem na chodniku, sprawdzilem poczte, podnosze wzrok, o-oł, a gdzie slonce sie podzialo? Chmury sie zbieraja, cos z tego chyba pokapie, zmykam. Ponownie na dworcu, ale co tu robic 3 godziny? Pogadalem z anglikiem, ktory sie przysiadl, jedzie do Paryza z dzieciakami (takie dzieciaki starsze odemnie pewnie, hah), no to bon voyage! Ide do kina, a tam film (EPIC), troche posmialem, ale ogolnie kiepski, wazne, ze czas zabil.
Wiadomosc specjalna: konkurs z 13 marca, wygrala moja mama! :> Gratuluje wytrwalosci w poszukiwaniu odpowiedzi, ktora brzmi: Sean Connery!
Birmingham
Drzemka w pociagu, jestesmy w B’ham. Na dworcu Pawel W. aka Pablo, witajcie! Zmiana kolejki na podmiejska, instalacja w mieszkanku na Pershore road (czy jakos tak). Cos zjesc trzeba, pizza kaspijska pedzi na pomoc, Thank you Sir, yes Sir, ok Sir :> haha, no dzieki kolego. Telefon, najwazniejsza rozmowa calego wyjazdu.... ja chce do PL! ja chce do.......... Wiecie jak tesknota daje popalic? Straaasznie, strasznie :> Pogadalismy o starych polakach (Pawel z Monika, ja z pizza, hah). Spac, test spiworowy – dziala, dziala!
|
| Dublin'ek z buta |
piątek, 23 marca 2007 - 15:08 |
|
 O zapowiedzianej porze udaje sie na dol, przechodze obok ogromnego bukietu, pachnie cudownie (lilIe 4ever!), mile sie kojarzy. Full breakfast, tak jak sie spodziewalem, zestaw typowy: na poczatek platki z mlekiem, a pozniej jajko sadzone, bekon, kielbaski, tosty, herbata (zaznaczylem, iz chce black tea, czyli bez mleka), a do tego cos czego nazwy nie pamietam oraz koronny skladnik, Black Pudding, cos co przypomina nasza kaszanke, a kolor ma mocno czarny – thx, but no thx! :> Po sniadanku, Mietek czeka na dole, na przystanek. Pogadalismy, autoboto sie spooznilo (ale ponoc tutaj to norma), ja do stolicy, a Mietek zalatwiac swoje sprawy. Dojechalem, dworzec autobusowy w oplakanym stanie, wszystko w remoncie albo nieczynne, brak mapy, idziemy na czuja. Wzdluz kanalu, port na horyzoncie. Spacerek z 5 kilometrow, z buta do portu (brak polaczen dla pasazerow na nogach pomiedzy Dublinem a Liverpool’em, a szkoda, wolalbym tak niz samolotem). Po dluzszej chwili przez Docklands, docieram do portu, terminal promow, taaaa – cisza, ani w jedna ani w druga strone nic nie plynie, najblizszy autoboto do centrum za 2h, nie czekam, w tyl zwrot, na przod marsz. Ale zaraz, moze autostopem? No to prooboojemy, po kilku probach i wystraszonych kierowcach zatrzymywanych samochodow, zmiana taktyki. Znajduje kawalek blachy, stachety, czegos takiego, wyczyscilem, napisalem czarnym mazolem: „CITY CENTRE ->” i pelen entuzjazmu, wyposazony w nowe autostopowe narzedzie, proobooje ponownie szczescia – jak sie okazalo, czytac czytali, ale dalej jechali, haha. No dobra, wracam piechta. Pokrecilem sie po centrum, wkoncu zasiadlem na pietrze autobusiku wycieczkowego z lektorem, opowiadajacym o poszczegolnych miejscach na trasie przejazdu, no fajno, kolejna dawka wiedzy, wielu slawnych i mniej znanych ma swoje korzenie w tym miescie. Gdzies po drodze widze sklep komputerowy, na szyldzie dumnie laptop i logo Asus, no to juz, moze maja G2 do pokazania? Sprzedawca: yyyy, tylko to co na wystawie – czyli standardowo, gdzie te G2?! :>
W autoboto, wracam do Ardee. Pojechalismy z Mietkiem do pobliskiej miejscowosci, zamek, noc, oswietlony, do tego cmentarzysko, wszystko na wzniesieniu, paredziesiat metrow do najblizszych zabudowan. Idziemy:> ale juz na miejscu tak malo komfortowo, kilka fotek, znikamy, jakos tutaj SPOOKy :> haha. Ardee noca, na szerokosc i dlugosc przejechane. Spac, pobudka przed switem.
|
| polska irlandia |
piątek, 23 marca 2007 - 15:06 |
|
 Poranek pogodny, po chwile chmury, plan padl – wspinaczka na trip artura odwolana, Kokos sie nie pojawil, telefon nie odpowiada, trudno, ruszam do centrum. Skoro nie ma pogody na spacerowanie, zwiedzanie, to moze zakupy? A jak :> Charity shopy, jakies inne po drodze, szkockie klimaty, centrum handlowe – kilka pierdolek znalazlem, nice. Pogoda sie poprawia, super, to idziemy na gore czarownic, chyba uslyszaly, znowu deszczowo, hehe. Pogoda zmienia sie momentalnie. Skoro jestem w centrum, idziemy do lochow, The Dungeons – takie ciemne miejsce, w ktorym straszy, a w zasadzie strasza, aktorzy odpowiednio ucharakteryzowani, przebrani, odgrywajacy scenki z historii szkocji, opowiadaja co sie dzialo, jak sie dzialo, uczesniczymy (nasza 4ka, dwoje z wysp, japonczyk i taki jeden z Polski :) w calosci dzielnie, ale potrafia zaskoczyc, haha. Masa smiechu, troche informacji, jakas wiedza jest. Na koncu wydruk fotki pamiatkowej. Pogadalem z japoncem, przyjechal do Mediolanu na mecz, teraz EDI, a stad do domu – sajonara! FAJNIE! Pokrecilem troche video, szkot gra na kobzie, ubrany jak nalezy, kilt etc. Czas sie zbierac, nie wiadomo kiedy minelo pol dnia. Autoboto, u Lukiego. Pakowanko, upychanie zakupow do plecaka (haha), posilek i update www. Luki do pracy, pogadalem z Maja, Kokos sie odezwal (zaspalo mu sie do 11j, hehe, do zobaczenia w PL). Wyruszam na lotnisko, odprawa i pierwszy problem. Zakupy sie fajnie robi, gorzej je spakowac. Ale jak chce to bywam kreatywny (:>), wiec z dwoch podrecznych stworzylem jedna sztuke bagazu (wyglada jak dwa, ale fizycznie tworzy jedna calosc) – to wystarczylo dla kontrolerow. Jakas owieczka zagubiona miala plecak i torbe z laptopem, kazali jej nadac laptopa do luku – ouch, nie mowiac o kosztach, ale to jak go (laptopa) tam potraktowali przy transferach, przerzutach, etc. Ciekawe czy to jeszcze bedzie dzialac?
Lot wieczorny, ludziki sie zbieraja i niespodziewanka, przylecialem na miejsce do Dublinka 35min przed czasem – rekord! – zazwyczaj sa spoznienia, a tu mile zaskoczenie. Mietek odbiera mnie z lotniska, autostrada do Ardee. Pozny fast posilek w srodku nocy, melduje sie w Bed&Breakfast (taki fajny hotelo/motelo/nocleg). Gospodarz pyta, o ktorej zycze sobie sniadanie, a ja na to: o 7j? Przerazenie w jego oczach i krzyczy: no, no... haha. Odparlem na to, ze porannie autobusuje do Dublina, wiec trzeba to wczesniej zalatwic. Wynegocjowane 7:45, jest ok! Ogladniete Ardee noca, padlem ok. 2j. nite nite.
|
| lubie poniedziałki :> |
piątek, 23 marca 2007 - 15:01 |
|
EDInburg 12.03.2007
Pobudka! Pakowanko tradycyjnie dzien (wieczor) wczesniej, wiec poranne sprawunki poszly raz dwa. Mieszkanko „pod palma” zegnam i w tube (tuba, hehe – tak mowia na metro) na lotnisko (Heathrow). Standardowa procedura odprawy, kontrole bezpieczenstwa, etc. Lecimy do Edynburga. To pierwszy lot linia tradycyjna, padlo na British Airways. Na pokladzie lunch, w miare zjadliwy, heh.
Ladowanie w EDI (kod lotniska), bus Airlink100 do centrum na Princess Steet. Na lini wzroku centrum miasta, patrzac kilkanascie stopni do gory zamek, wzgorze czarownic, ogolnie zabudowania historyczne, ladna mieszanka z nowoczesnocia. Duzy ruch, troche slonca, w autoboto do Lukiego. GPS doprowadzil pod same drzwi, powitanko i instalacja w nowym miejscu. Rozmowy na tematy przerozne, wieczorem do centrum, a tam spotkanie z Kokosem. Poszlismy na piwko (hehe, no tak, wiecie ile mi wystarczy zeby zakrecic w glowie? haha, zgadujcie). Dowiedzialem sie troche o EDIm, o ludzikach tutaj studiujacych i ogolnie o kraju, otoczeniu Kokosa, etc. Rano mamy sie „wspinac” na gorke (ponoc 1,5 h spacerku na szczyt). Wracam do bazy, pogaduchy, spac.
|
| CZAS na niedzielny Londyn |
piątek, 16 marca 2007 - 08:32 |
|
11.03.2007 - DiveShow, City
Na wstepie kilka slow w sprawie aktualizacji - nie mam laptopa (dal spokoj i sie poddal, haha) i to wplywa na czestotliwosc update'ow - galeryjki wrzuce z Mielca - tyle z komunikatow technicznych, czytajta jesli chceta :>
O poranku wyruszamy z woojkiem na Ealing, a tam polski kosciol, polska msza, masa polakow - msza dla dzieci, bylem kiedys na podobnej w Rzeszowie (:>). Nastepnie w metro i na celowniku Doki (Docklands). Z metra przesiadam sie na DLR'ke (Docklands Light Railway), kolejke sterowana komputerowo (brak kierowcy). Kilka przesiadek, docieram na ExCeL (centrum wystawiennicze). Dive Show - dowiedzialem sie o tym w sobote jadac metrem, patrze na reklamy, czytam, postanowione - odwiedzam! Na wstepie standardowo, bilecik, reklamowka z magazynem Diver (przydatna przy zbieraniu ofert i gadzetow). Pochodzilem, pozbieralem, porozmawialem o krajach, ktore moze kiedys odwiedze. W programie zauwazylem ciekawa pozycje: basen dla poczatkujacych - no to JAZDA - basen okazal sie wielkim zbiornikiem, takim jaki mozna sobie wkopac w grunt na dzialce (a obok ustawic namiot, taki z tesco, ktory przemaka przy genewskim deszczu, haha). No ale co tam, prooboojemy - i tutaj skonczylo sie, kolejka tak dluga, ze zanim nadejdzie moja pora, to juz mnie tu nie bedzie - pass. Lece na wyklad o U-botach, ogolnie za historia nie przepadam, ale to co sie wiedzialem o lodziach podwodnych niemieckiej marynarki wojennej i operacjach podczas II wojny swiatowej - nice :> Po wykladzie koncze wizyte, zwiedzamy doki.
Na pierwszy ogien idzie zapora na tamizie i park tuz obok - fajne, ale spodziewalem sie czegos wiecej. Apropo parkow, niedziela to dzien rodzinny, nie tylko w UK, w PL przeciez tez go czesto tak spedzamy. Tutaj kazdy park, kazdy kawalek zielonej trawki jest okupowany przez rodzinki, graja w przerozne gry, piknikuja, spaceruja lub po prostu siedza i rozmawiaja - jednym (3ma) slowem: SPEDZAJA RAZEM CZAS - czas, ktory jest tak wazny, czas ktory dany drugiej osobie/osobom zaprocentuje, czas, ktory tak szybko ucieka - wiec spieszcie sie kochac! Czas na Was nie poczeka, a ludzie sa najwazniejsi!
Kolejne miejsce, London City Airport - krotkie odwiedziny, bez check-in'ow etc. Chcialem zobaczyc jak wyglada lotnisko w srodku miasta. Jest male, zgrabne i chyba nic do PL nie lata :> To bylo 4te lotnisko z 5ciu okolo-londynskich, ktore odwiedzilem. Wskakuje do kolejki (DLR) i jade dalej, po drodze (juz tylko przez okno) City, finansowa stolica stolicy UK - maja swoj wlasny system podatkowy, drapacze chmur i tysiace biur, business is here. Wysiadam z metra, spacerkiem w kierunku Monument'a - czyli pomnik, wieza zbudowana ku pamieci wielkiego pozaru, ktorego Londyn doswiadczyl w 1666 r. Na gore prowadzi jakies 316 schodkow, pokonalem dzielnie - jestem na szczycie swiata! (hehe, przesada, ale widok byl fajny), kilka fotek, idziemy na dol, a tam czeka certyfikat wejscia na Monument, ach te turystyczne gadzety :> Tym sposobem dochodzimy do ostatniego punktu niedzielnej wycieczki poznawczej - muzeum figur Woskowych Madame Tussauds, poogladalem, niektore jak zywe, mam to na video, gdzies w polowie znalazlem maszyne do gier a tam NFS Underground - nie moglem sie powstrzymac, hehe - partyjke rozegralem. Na koniec cos ala planetarium, zamiast gwiazd na niebie filmik o gwiazdach show-biz'a. Koniec wycieczki, w metrze pierwszy sklepik, indyjska przekaska na ostro i cieplo, powrot na Acton, po drodze kupilem piwko (na pozegnanie z woojkiem), wrocilem, popiwkowalem, pogadalem z Krisem, spac.
Podsumowujac: Napatrzylem sie na ludzi, ktorzy zostawiaja rodziny i wyjezdzaja za praca, wiem jak to dziala, widze to z obu stron - nic ciekawego w ostatecznym rozrachunku. Zdaje sobie sprawe z tego, ze w PL-kraju ciezko z praca, ale dla chcacego... - DA SIE, wiem, ze tak, mam przyklady - Wracajcie, pieniadze nie zrekompensuja chwil, ktore Wam uciekna bez Waszych ludzi!
Pamietajcie o czasie - dawajcie go bliskim - to najlepsza inwestycja Waszego zycia!
|
| kilka slow o sobocie |
wtorek, 13 marca 2007 - 18:49 |
|
10.03.2007 - TNT Travel Show 2007
Porannie, poczatkowo leniwie, ale po chwili juz na odpowiednich obrotach rozpoczynalem dzien drugi. Pierwsze targi tuz tuz, wiec ruszamy metrem na stacje Holborn. Po chwili znalazlem miejsce targow, na wstepie rozdaja ulotki, smycze, etc. Wchodze do srodka, po schodkach i jest Travel Show - stoiska, tlok, ulotki, oferty, gadzety i maaasy ludzi! Na poczatku widze Oasis Overland (o targach dowiedzialem sie dzieki stronie www tej firmy zaraz po pierwszym eurotripie, robia swietne wyprawy), pozniej kolejne i kolejne - tez mi znane i te nowe. Zbieram oferty, katalogi, ogladam fotki, kolekcjonuje gadzety, wypelniam ankiety (konkursow cala masa). Rozmawiam z ludzmi, gosc z RPA, kilka slow o poludniowej Afryce (do tego wroce pozniej), ide dalej, kolejne dialogi, dowiaduje sie o krajach, o wyjazdach, o roznych takich... Pierwszy konkurs, firma Eastern Trakker (wyprawy europa wschodnia) - pytania dotyczace Sarajewa, kilka odpowiedzi, idzie dobrze, jestem w finale... nie udalo sie, ale zabawa swietna! :> Wracam za godzine na kolejna edycje. W miedzyczasie wyklad na temat fotografii podrozniczej, kolejne stoiska i konkurs organizatorow imprezy - padaja pytania, padaja odpowiedzi - ciach ciach - wygralem plecak, ciach - jakas czapka, slodycze, etc. - fajnie, hehe. Jedno z pytan: podaj liczbe oficjalnych jezykow w Afryce poludniowej, krzycze: ELEVEN (11!) - bingo! (a skad wiedzialem? Pamietacie goscia z RPA? a no wlasnie, z tej rozmowy :> Widzialem wszystko, impreza udana - znikam.
Piechotka przez miasto, podazam na orientacje, trafiam idealnie - katedra Sw. Pawla, duuuza (zrobienie fotek katedrze i uzycie ich w celach komercyjnych jest nielegalne, maja to zastrzezone - oczywiscie, nikt tego nie przestrzega, ale jesli sie kiedys upomna...), nastepnie Millenium Bridge (most nad Tamiza dla pieszych, brak ruchu kolowego, ewentualnie rowerki), docieram do jakiegos muzeum, ale wystawy mocno artystyczne, dla mnie za bardzo - out. Spacerek w sloncu nad Tamiza, mysle o...I Pieknie...
Wsiadam w metro, raz dwa, Camden TOWN - wychodze i nagle MUR, LAS, SCIANA - LUUUUDZI! Takich tlumow nie widzialem nigdzie indziej Londynie, kolorowo, wszedzie gra muzyka, ogromne ilosci sklepow, przebierancy, ludzie kazej rasy, kazdej grupy spolecznej, ciekawie poubierani, czesto CZERN rzadzi, interesujaco. Calosci pilnuje policja, ochrona - ale nie przeszkadzaja, MUZYKA gra z kazdego sklepu, ludzie tancza, chodza usmiechnieci i ma sie wrazenie, ze mozna w tym tlumie pozostac anonimowym - tutaj nikt Cie nie ocenia za to jak wygladasz, co robisz, co myslisz, co wyznajesz - tutaj jestes SWOJ - SUPER! Polecam CAMDEN!
Po dniu pelnym wrazen wrocilem doma na Acton, zmeczenie dalo o sobie znac - spac.
|
| Bye Bye London |
poniedziałek, 12 marca 2007 - 09:04 |
|
 Heyka :>
za godzine wyruszam na najbardziej ruchliwe lotnisko w Europie, mowa o Heathrow! Wsiadam w samolocik British Airways i lecimy do stolicy Szkocji, do Edynburga. Ale o tym pozniej, teraz kilka slow o ostatnich dniach:
Piątek - 09.03.2007 - start
O poranku, zaczetym wspaniale :>, wyruszylismy z Adamem w kierunku Jasionki, rzeszowskiego lotniska. Na miejscu parking, cytujac Adama: "jeden wielki prog zwalniajacy", nadanie bagazu, odprawa i oczekiwanko. Za oknem widac samolocik z Izraela, wysypuja sie Zydzi, nie ma konca (sami mezczyzni), za chwile pojawia sie Ryanek z Londynu, a w nim kolejni Panowie, ciekawie odziani, z charakterystycznymi lokami, przedziwnymi fryzurami. Po chwili rozpoczyna sie wpuszczanie na poklad, ale zaraz, jeden przedstawiciel tej licznej grupy zostal na pokladzie i sie modli, a tego mu nikt nie przerwie, wiec czekamy az skonczy, po kilku minutach jako ostatni, ale napewno zadowolony, opuszcza samolot, co umozliwia nam zajecie miejsc. Wybieram najlepsze miejsce w samolocie, czyli to "na skrzydle" - dlaczego najlepsze? Jest najwiecej miejsca, wiec kolanami nie wbijam sie w plecy pasazera siedzacego z przodu. Poznaje Adama, taksowkarz mini-cabow z Londynu (to nie te czarne tradycyjne taxy, tylko normalne samochodziki), uwielbia jezdzic samochodem, wiec praca mu odpowiada, pracuje kiedy chce, robi co chce, brak ograniczen czasowych, raz w miesiacu nawiedza Polske (pozdro 4 Przemyśl). Na lotnisku nasze drogi sie rozchodza, wymiana numerow telefonow - Cya. Z lotniska do centrum, na Victorii w pociag i jade do sklepu komputerowego, szukalem go conajmniej 30 min (tak ukryty...), wkoncu jest. Ale na wstepie kilka slow o tym fakcie, otoz potrzebuje laptopa (moj dotychczasowy pewnego poniedzialkowego poranka obrazil sie i wiecej sie nie zaswiecil), znalazlem interesujacy model (Asus), ale w PL takiego nie sprzedaja, w UK co innego, jest (i jeszcze bez VATu moge kupic jako export). Przed wyjazdem upewnilem sie, czy sklep posiada takowy na stanie, aby moc go ogladnac - TAK, mamy. No i tak mieli, dopoki sie tam nie pojawilem. Przekierowali mnie do kolejnego sklepu gdzies w centrum, dotarlem na miejsce, a tam likwidacja, nawiedzilem kilka kolejnych sklepow i w zadnym nie posiadaja tego modelu na stanie. Nic dziwnego, nietypowy model (G2). Po zabawie z komputerowymi uderzam na Acton Town, do woojka Staszka. Wieczorem docieram, instalacja, powitanko i tak koncze rodzinnie pierwszy dzien.
Kolejne dni opisze wkrotce, teraz nie mam weny do tego, za chwile wyruszam, a zostalo kilka pierdolek.
No to do nastepnego newsa...:>
T.
|
| na kilka godzin przed |
piątek, 9 marca 2007 - 00:17 |
|
 haj :>
kilka minut po polnocy, pakowanie skonczone, zostalo do wyslania kilka maili i na dzisiaj koniec, rano pobudka I... :> po pieknym poranku, zaczynam TheOpenTrip: eXpo2007!
Licze na Wasze wsparcie podczas tej wyprawy, a szczegolnIe... :>
I C U - hold tight!
ps. wyprawa mozliwa dzieki sponsorom - OCTOMedia, Kaliber67 i PCDoc! dzienX!
- kid's talk: love is important becaus if people did not love each other, there wouldn't be any people. (Lynn, lat: 7)
|
|
|
Mielec! :> |
| 19.03.07 - 16:06 |
|
Wrocilem, do konca tygodnia powinny pojawic sie newsy i fotki. Dobrze, jestwracac :> MILO :)
|
|
|
|
Po obu stronach muru |
| 18.03.07 - 13:32 |
|
| berlinskiego, robi wrazenie. Pochmurnie,chwile padalo. Duze miasto,stare sie burzy,nowe buduje.Zmeczony na +, jeszcze doba.cu |
|
|
|
Berlin |
| 17.03.07 - 22:31 |
|
| Dotarlem do stolicy,male zamieszanie z pociagiem opanowane,heh. Jestem u woojka Jurka. Padam,jutro miasto pod lupe & obiektywy.Gutenacht! |
|
|
|
Hannover |
| 17.03.07 - 19:05 |
|
| CEBIT ogromna impra,samolot przesuniety,a dzisiaj opozniony.Widzialem G2,co za maszyna! Wole targi podroznicze,cya IT? Zaraz do Berlina. |
|
|
|
cYa UK |
| 17.03.07 - 10:13 |
|
| Powoli zegnam wyspy & B’ham. Rano sniadanko + check-out z HolidayInn’a. Za 2h lot do Niemiec,a tam kolejne targi.Udanego weekendu! 2,5dnia. |
|
|
|
hotelowo |
| 16.03.07 - 19:12 |
|
| Targi na sportowo, troche wiedzy,gadzety, nagrody, bylo fajnie :> Posilek przy krykiecie, nastepnie pakowanie,relax przed porannym lotem. |
|
|
|
na targach |
| 16.03.07 - 13:33 |
|
| ihaa! Wspinaczka na sciance,nie czuje rak,Super! Cos przekasze I lece dalej. Po 16j mam probe nurkowania :> Travel shows rock! Udanego! |
|
|
|
NEC: Outdoor Show |
| 16.03.07 - 10:45 |
|
| Popijam latte w cent.handl BullRing, za chwile w pociag na targi, ciekawe co to bedzie. SLONeCzniE tesknIe! 3dni &just can’t w8. |
|
|
|
na starych smieciach |
| 15.03.07 - 19:56 |
|
| Liv. pozegnany deszczem,Bham wieczorny,u Pawla.Posmialismy,czekam na kaspijska pizze.Fajnie czasami wracac,jakos tu znajomo. |
|
|
|
poranny Liverpool |
| 15.03.07 - 10:27 |
|
| Anglia odslona 2.Zachmurzenie umiarkowane,z tendencja do przejasnien.Pokrece sie troche,a popoludniu pociagiem do B’ham.Dobrego! |
|
|
|
Ardee wieczorowa pora |
| 14.03.07 - 20:11 |
|
| Wrocilem z Dublina,fast posilek i wloczymy sie z Mietkiem.Za kilka godzin ponowne pakowanko,spac,a rano Liverpool. Nite nite |
|
|
|
autostop non grata |
| 14.03.07 - 13:41 |
|
| Wybralem sie do Portu,piechota z centrum jakies 5km,nic ciekawego,w powrotna probowalem autostopowac,bez skutku,ale zabawnie :> |
|
|
|
Irlandia: Ardee |
| 14.03.07 - 02:19 |
|
| Nieco ponad 30min przed czasem laduje w Dublinie. Mietek mnie odebral,zakwaterowal, pokazal Ardee noca. Padam, spac, jutro Dublin! |
|
|
|
Plane hopper |
| 13.03.07 - 20:03 |
|
| W drodze na lotnisko,w nocy dotre do Dublina. Konkurs dla Was: kto rzekl:"It’s a hard job,but somebody has to do it" - nagroda czeka! |
|
|
|
shop shop till u drop |
| 13.03.07 - 12:45 |
|
| No tak, mnie to tylko puscic na wyspy,hehe. Zrobilem zakupy,ciekawe czy sie z tym zabiore do pl,a to dopiero polowa trasy :> |
|
|
|
Edi: Luki, Kokos |
| 12.03.07 - 21:18 |
|
| Dotarlem do Lukiego, instalacja, posilek i w miasto,a tam zimno. Pozniej piwo z Kokosem,jutro zwiedzanko.Szlak przetarty,dobranoc |
|
|
|
Edinburgh |
| 12.03.07 - 14:35 |
|
| Pierwszy lot BA pomyslny,na pokladzie kanapka z herbata (w miare :).Czekam na bagaz i do centrum,skad do Lukiego.Scotland a-go-go baby! |
|
|
|
Docklands |
| 11.03.07 - 20:17 |
|
| Ciemno,wracam doma.W dokach City Airport,zapora i City,pozniej Monument, figury woskowe oraz indyjska przekaska (ostra :).Jutro Szkocja! |
|
|
|
diveshow@ExCeL |
| 11.03.07 - 15:54 |
|
| Targi nurkowe odwiedzone,wczorajsze byly dla mnie ciekawsze.Jestem w dokach,zaczynam zwiedzanko, pogoda cudowna,cieplo, swieci. Cya |
|
|
|
Camden Town |
| 10.03.07 - 18:31 |
|
| Szaaalenstwo! Tak mozna najkrocej opisac to miejsce.Masa ludzi, kolorow,muzyki, sklepow,roznosci. Wracam na Acton,a pozniej who knowz |
|
|
|
TNT Travel show 2007 |
| 10.03.07 - 14:17 |
|
| I,po pierwszych targach,poszerzylem wiedze o naszym globie, foto podrozniczym, wygralem kilka nagrod :> teraz Westminster. |
|
|
|
u woojka |
| 09.03.07 - 20:23 |
|
Haya, dzien w miescie, nawiedzilem kilka sklepow komputerowych,wyniki marne. Koleja,autoboto,metrem. Wieczorem dotarlem na Acton Town do woojka Staszka. Jutro zaczynam zbierac material. Dobrego wieczorka dla Was :>
|
|
|
|
ku Victorii |
| 09.03.07 - 14:45 |
|
| "nad chmurami zawsze swieci slonce" a w srodku Slonce :> busem do centrum,pozniej w miasto i zaczyna sie eXpo2007! Bedzie sie dzialo! |
|
|
|
Rzeszow |
| 09.03.07 - 10:13 |
|
Po odprawie, karta pokladowa nr 5. Za godzinke wylot do Londynu (STN). =Wlasnie wyladowal Israir, wysypala sie z niego setka zydow, maja swoje =swieto i nawiedza ponoc Lezajsk. Do zobaczenia Mielec/Polska! I-Do... :>
|
|
|
|
|
|